Pan daje wzrost

Opublikowano w Świadectwa

Rafał napisał ten list do Krystiana po wysłuchaniu jego świadectwa, które składał on podczas wakacyjnego wyjazdu Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych w Bydlinie w 2006 r. Krystian mówi w nim m.in. o tym, jak oddał życie Jezusowi podczas ewangelizacji prowadzonej kilka lat wcześniej na podobnym wyjeździe przez grupę Odnowy, w której był również Rafał, nieświadom tego, co Pan Bóg czyni wśród ludzi takich, jak Krystian.

 

Sam nie wiem jak mam zacząć tego e-maila. Więc może od początku. Trzy lata temu, wraz z grupą znajomych byłem w Bydlinie jako opiekun. To był dla mnie bardzo cenny czas. Mogłem spędzić go w miłym gronie, zajmować się dziećmi, ale również odpoczywać. I chyba ten odpoczynek w wakacje jest dla każdego najważniejszy. Ale widocznie Bóg miał inny pomysł na ten czas. Kiedy byliśmy już na miejscu, ks. Andrzej powiedział nam, że przywiózł nas do Bydlina, żebyśmy odpoczywali, ale też pracowali, nie tylko przy opiece nad dziećmi, ale również, a może przede wszystkim, abyśmy pracowali dla Boga. Wakacje są czasem, kiedy wszyscy chcą odpoczywać, ale nie można odpoczywać od Boga, od ewangelizacji, od dawania świadectwa słowem i życiem.

Dlatego też tak zmotywowani przez ks. Andrzeja postanowiliśmy, że jeden wspólny wieczór dla rodzin zaplanujemy sami. Plany były ambitne – chcieliśmy zrobić wiele, ‘ściągnąć’ dodatkowych ludzi z Sosnowca, którzy zorganizowaliby profesjonalne uwielbienie, pantomimę. Chcieliśmy, aby z Sosnowca przyjechali ludzie, którzy profesjonalnie zajmują się organizowaniem rekolekcji, którzy profesjonalnie śpiewają, grają w teatrze, którzy są powołanymi ewangelistami, żeby nas wsparli.

Ale Bóg widział to inaczej. Okazało się, że sami musimy sobie radzić, że nikt nie może przyjechać. Więc w takim gronie, w jakim byliśmy, zrobiliśmy pantomimę przy współudziale dzieci, śpiewaliśmy piosenki, mówiliśmy nasze świadectwa. Wydawało nam się, że wyszło to wszystko fatalnie, że zrobiliśmy to nieudolnie, ale na tyle było nas stać. Pamiętam, że przy organizacji tego wieczoru, było wśród nas wiele nieporozumień, byliśmy nastawieni pesymistycznie, bez wiary w nasze możliwości. I dobrze, bo to nie my mieliśmy się ‘pokazać’, ale Bóg miał być najważniejszy tego wieczoru. Kiedy stanąłem przed wszystkimi rodzinami mówiąc swoje świadectwo, nie miałem wiary, że cokolwiek może to zmienić, że ktokolwiek może coś z mojego świadectwa wyciągnąć. Zawsze miałem obawy przed publicznym przyznawaniem się do Jezusa, zawsze stanowiło to dla mnie problem. Czułem się jak niewierny Tomasz, ponieważ mówiłem Bogu, „po co ja to robię, skoro i tak nie widzę owoców mojej pracy, po co mam dzielić się Jezusem, skoro moje słowa nic nie dają?”

Wyjeżdżałem z Bydlina z nastawieniem, że zrobiliśmy niewielką ewangelizację, ale to i tak nic nie dało, wyjeżdżałem może nawet z poczuciem zadowolenia, że ten czas w Bydlinie nie poszedł na marne.

Trzy lata później, dwa tygodnie temu, przyjechałem do Bydlina tylko na weekend. To był przyjemny czas, dużo ciszy, spokoju. Ale nie spodziewałem się, że Bóg odpowie na moją modlitwę sprzed trzech lat. Podczas sobotniej Eucharystii usłyszałem Pana świadectwo. Opowiadał Pan o ewangelizacji, o świadectwach, jakie mówiliśmy trzy lata temu, o owocach przyjęcia Jezusa w Pańskim życiu. Z każdym kolejnym zdaniem w moich oczach pojawiało się coraz więcej łez. Przez Pana słowa Bóg pokazywał mi, że nawet ‘najgorsza’ w moim odczuciu ewangelizacja, najgorszy sposób głoszenia Jezusa przynosi owoc, ponieważ nie głoszę siebie, ale Boga, który ma moc przemieniać serca. Pańskie świadectwo było dla mnie bardzo ważne, było potwierdzeniem mojej modlitwy sprzed trzech lat, było również bardzo budujące.

Przyzna Pan, że Boże drogie są lepsze od naszych:) Trzy lata temu wydawało mi się, że owoce muszą być natychmiastowe, ale Bóg pokazuje mi, że czasem trzeba poczekać, żeby zobaczyć, jak nieudolne głoszenie Słowa Bożego przynosi owoce po latach. Słuchając Pańskiej historii życia, o problemach, o troskach, o wychowywaniu tak licznej rodziny, wreszcie o cudzie przemiany, o tym, jak Jezus dzisiaj działa w Pana życiu nie mogłem przestać dziękować Bogu, że tacy ludzie jak Pan dzielą się swoim życiem, ku zbudowaniu innych, bo „wiara rodzi się z tego, co się słyszy”, jak czytamy w Piśmie Świętym.

Rafał Kopytek

P.S. Przeczytaj też świadectwo Krystiana.

Kontakt

tel. 530 109 851
email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 

Nr konta: 15175000120000000037744085

Szybki dostęp