Być owieczką w ramionach pasterza

Opublikowano w Świadectwa

Kto z nas nie chciałby być tą utuloną owieczką, która czuje się bezpiecznie w ramionach swojego pasterza. Spotkanie z osobą, która nas kocha i rozumie to najpiękniejsze, co może nas w życiu spotkać właśnie o takim spotkaniu chcę opowiedzieć.

 

Od wczesnego dzieciństwa śpiewam i gram – najpierw na instrumentach klawiszowych, potem na gitarze. I już jako dziecko zaczęłam wymyślać piosenki – najpierw o misiu, a potem w miarę dojrzewania o bardziej poważnych życiowych sprawach. Ze względu na brak rodzeństwa zawsze sama znajdowałam sobie zajęcie, więc miałam czas i spokój żeby poprzez muzykę wyrażać to, co czuję i myślę o świecie.

Kiedy miałam piętnaście lat po raz pierwszy w życiu przy okazji jakiejś rozmowy zastanowiłam się: czy jest Bóg? I niestety nie potrafiłam sobie udzielić twierdzącej odpowiedzi, a czułam się wtedy niezrozumiana przez ludzi i wręcz osamotniona. I właśnie wtedy spotkałam człowieka, który opowiedział mi o kochającym mnie Bogu Ojcu, o tym, że Jezus umarł za moje grzechy i zmartwychwstał, by dać prawdziwe i szczęśliwe życie. Dotknęło mnie to bardzo, bo choć byłam wychowana w rodzinie katolickiej i chodziłam regularnie do kościoła to po raz pierwszy ktoś mi powiedział, że Bóg mnie kocha. Wtedy w krótkiej modlitwie oddałam swoje życie Jezusowi, zaprosiłam Go do swojego serca by był moim Panem i Zbawicielem. Pamiętam, że tamtego wieczoru po raz pierwszy w życiu świadomie się modliłam tzn. sercem, jakbym rozmawiała z kimś mi bliskim, Bóg stał się realną osobą i zarazem sensem mojego życia. Zaczęłam czytać Biblię, karmić się Bożym Słowem, potem jeździć na różne dni skupienia i rekolekcje, gdzie najczęściej byłam animatorką muzyczną.

W tym czasie napisałam wiele piosenek, w których wyrażałam to, co przeżywam, to przez nie się modliłam uwielbiając, dziękując i przepraszając Boga. Piękne było to, że śpiewając te piosenki innym trafiałam z Dobrą Nowiną do wielu serc, wiele osób było poruszonych moimi piosenkami, a ja dziękowałam Bogu za ten talent, bo dzięki niemu przełamywałam swoją nieśmiałość i odnajdowałam przyjazne dusze.

Ten okres zauroczenia Bogiem trwał kilka lat. Potem zaczęłam studia, na które musiałam sama zarobić, więc śpiewanie stało się moim zajęciem zarobkowym. Po studiach założyłam rodzinę, urodziłam dwójkę dzieci, przybyło obowiązków i nie miałam już tyle czasu ani sił na modlitwę i czytanie Biblii, na spotkania i rekolekcje. Przestałam też grać na gitarze i śpiewać swoje piosenki. Moja wiara przygasła jak patyk wyciągnięty z ogniska. Po ludzku patrząc wiele mi się w życiu udało osiągnąć, ale w sercu ciągle gnębiło mnie uczucie niespełnienia, niezrozumienia i przygnębiającej samotności mimo obecności rodziny, przyjaciół i wielu życzliwych mi osób. Pamiętałam o doświadczeniu żywego Boga, ale nie potrafiłam do Niego wrócić o własnych siłach.

Docierało do mnie coraz bardziej, że ziemskie przyjemności są chwilowe i ulotne, a tylko w Bogu jest prawdziwe szczęście. Nie wszystko też zawsze układało się dobrze, ale to właśnie te najtrudniejsze doświadczenia stały się dla mnie momentem zwrotu. Najpierw, kiedy byłam drugi raz w ciąży zachorowałam, a w tym czasie mój mąż musiał wyjechać na kilku miesięczny kurs-szkolenie – właściwie zostałam sama, miałam wtedy tzw. strasznego „doła”, można powiedzieć, że to była moja ‘ciemna dolina’, ale właśnie w tamtym czasie mocno zatęskniłam za Bogiem, zaczęłam szukać, czytać i słuchać - odkryłam katolickie Radio EM, niestety na spotkania i rozmowy nie było szans.

Kiedy nagle zmarła moja mama, dobiło mnie uczucie, że już nikt nigdy nie będzie mnie tak kochał i rozumiał jak ona – wtedy moja nadzieja całkiem zgasła, jedyne na co było mnie stać to myśl: Boże jeśli jesteś to pomóż mi! I Bóg odnalazł do mnie drogę, ponad rok trwało zanim wybrałam się na spotkanie wspólnoty Odnowy w Duchu Św. w Świerklańcu, ale z dawnych czasów pamiętałam, czym jest wspólnota i wiedziałam, że muszę tam iść.

Pół roku później pojechałam na rekolekcje na Górę Św. Anny – mimo wielu przeciwności udało mi się znaleźć ten czas dla Boga. Jadąc tam miałam wielką nadzieję, że Bóg znajdzie sposób, by mnie uleczyć, bym mogła znowu czuć Jego obecność i uporządkować swoje życie. I nie zawiodłam się, On bardzo głęboko dotknął mojego serca swoją miłością i uzdrowił je z poczucia samotności – jeszcze raz, ale już bardziej świadomie oddałam Mu swoje życie i na osobistej modlitwie Bóg dał mi zrozumieć i odczuć, że to On jest tym, który mnie kocha najbardziej i najlepiej rozumie.

Od tamtej pory powierzam Mu każdy dzień i zauważam, że On porządkuje konkretne sprawy w moim życiu. Piękne jest to, że modlitwa i czytanie Słowa Bożego stały się dla mnie znowu niezbędnym codziennym pokarmem. Nie muszę tego robić z obowiązku. Zrozumiałam, że powinnam więcej czasu poświęcić rodzinie – niedługo narodzi się kolejne dzieciątko! Chociaż na co dzień śpiewam w zespole Golden Mix, to spełniło się również moje pragnienie śpiewania na chwałę bożą w diakonii muzycznej naszej wspólnoty. Odkurzyłam gitarę i swoje stare piosenki. Jestem pewna, że Bóg pozwala się odnaleźć tym, którzy Go szukają, a to trudne doświadczenie ciemnej doliny, gdy wydawało mi się, że przez kilka lat On jest daleko ode mnie, pozwoliło mi przekonać się o tym, że bez Niego nie potrafię żyć w pełni szczęśliwie.

Kasia

 

Kontakt

tel. 530 109 851
email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 

Nr konta: 15175000120000000037744085

Szybki dostęp