Jezus zawsze się mną interesuje

Opublikowano w Świadectwa

Mam na imię Hania, jestem mężatką, mieszkamy w Świerklańcu, mamy trójkę już dorosłych dzieci. Chciałam podzielić się z Wami działaniem Bożej miłości w moim życiu.

Urodziłam się w rodzinie wierzącej, zawsze chodziłam do kościoła, zawsze też wiedziałam, że Bóg dba o moje wszystkie potrzeby. Czułam Jego działanie w moim życiu. Jednak z mojej strony nie było wielkiej osobistej zażyłości z Bogiem.

Teraz to dopiero widzę. I jak to w życiu bywa: kiedy trwoga to do Boga. 13 lat temu miałam trudny okres w życiu, zrezygnowałam z pracy, by być z dziećmi w domu i wtedy poczułam się beznadziejnie, wydawało mi się, że jestem do niczego, nic już w życiu nie zrobię, że  mój świat się zawalił. I wtedy wołałam do Boga – ratuj mnie, nie chcę tak żyć, potrzebuje Cię, zmień moje życie. I po 3 miesiącach dostałam odpowiedź, było to zaproszenie na podobne jak dziś spotkanie ewangelizacyjne w Świerklańcu.

Spotkania te odbywały się co tydzień przez półtora miesiąca i nie wiem do dziś jak to się stało, że mieliśmy zawsze wolne popołudnia, mieliśmy czas, bo ważne było również to, że uczestniczyliśmy w nich razem z mężem.

Na tych spotkaniach od nowa usłyszałam o Bożej miłości skierowanej do mnie osobiście, o tym, że  Jezus jest Bogiem żywym, obecnym wśród nas. Podczas tych spotkań Bóg kruszył moje serce, otwierał je na swoją miłość.

Wtedy właśnie zostały wysłuchane moje prośby, moje wołanie do Boga. Rozpoczął się czas zmiany mojego życia. Powoli zaczęłam inaczej przeżywać Mszę Św., zupełnie inaczej zaczęłam się modlić. Teraz jest to rozmowa z  żywym Bogiem, czytam prawie codziennie Pismo Św.

I widzę, że Bóg pozwala lepiej mi poznać siebie. Podczas modlitwy daję Mu czas, by do mnie mówił. Modlitwa jest dialogiem a nie monologiem. I Jezus na różne sposoby przemawia do mnie, zawsze zapewnia mnie o wielkiej miłości , o tym, że troszczy się o mnie, o każdy mój dzień, że jest zainteresowany wszystkimi sprawami, które mnie dotyczą.

W 2002 roku zmarł mój tata, po operacji nie obudził się. W tym samym roku moja 20-letnia córka musiała też mieć operację. Było to bardzo trudne przeżycie dla całej naszej rodziny. Wtedy brałam do ręki książkę  Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”, otwierałam codziennie i czytałam słowa, które były mi w danym dniu bardzo potrzebne. Były tam takie słowa: „…jam jest Pan, który doda Ci siły w godzinie cierpienia. Przyjdź do Mnie, gdy jest Ci źle…” Kolejnego dnia były inne słowa pociechy: „…  to co cię dręczy to tylko próba, to co cię przeraża, to próżna obawa. Wierz we Mnie i ufaj Memu miłosierdziu…” Były to wspaniałe słowa, które mnie umacniały, podtrzymywały w tym trudnym czasie i pozwalały patrzeć w przyszłość z nadzieją.

W taki właśnie sposób Bóg pokazuje mi, że bardzo Mu zależy na mnie i interesują Go wszystkie  sprawy, zarówno te trudne jak i radosne. To, że teraz tutaj stoję, jest również zasługą Boga, który daje mi odwagę, by składać świadectwo o tym jak wspaniałe jest życie z Bogiem.

Chwała Panu!

Hania