Na zielonych pastwiskach

Opublikowano w Świadectwa

Oaza modlitwy w Wiśle była dla mnie podsumowaniem procesu uzdrowienia i uwalniania, który rozpoczął się w ubiegłym roku. Teraz nagle znalazłem się gdzieś, gdzie już kiedyś byłem i przez wiele lat marzyłem, aby tam wrócić. Wróciłem bez tego wszystkiego, co przez większość życia mnie dręczyło.

 

 

W ubiegłym roku otrzymałem dla siebie dwa wielkie dary: Krucjata Wyzwolenia Człowieka (zdumiewające jak dobrowolna abstynencja z myślą o potrzebującym, może otwierać na Pana Boga) i przebaczenie. Do tej pory wydawało mi się ono oznaką słabości i naiwności. Jeżeli już miałem nadstawiać drugi policzek, to do pocałunku (ktoś mi tak kiedyś powiedział, powołując się nawet na jakiegoś bliżej nieokreślonego księdza, że te słowa z ewangelii należy interpretować jako gotowość do przyjęcia przeprosin, a mi takie tłumaczenie bardzo odpowiadało). Poza tym przebaczenie myliłem z zapomnieniem.

Przebaczenie ma moc

Podczas Seminarium odnowy w Duchu Świętym, prowadzonym przez wspólnotę „W Drodze”, zacząłem odkrywać moc przebaczenia dla uzdrowienia wewnętrznego. Wymieniałem głośno osobę, mówiłem jaką krzywdę mi wyrządziła i kończyłem „z całego serca jej przebaczam”. Ponieważ przez lata nieprzebaczania nazbierało się we mnie, teraz miałem wrażenie, że wywalam z siebie coś w rodzaju mieszaniny szlamu, zardzewiałych gwoździ, gnijącego mięsa i innego świństwa. Dosłownie czułem fizycznie jak tam gdzieś w środku, po tym balaście, robi się we mnie miejsce. Wkrótce potem była modlitwa o wylanie Ducha Świętego i ta pustka została skrzętnie zagospodarowana, za co Panu Bogu niech będą dzięki. Efekt był taki, że zaczęły się poprawiać relacje z tymi, który przebaczyłem, nawet z osobami obojętnymi religijnie. Na twarzach niektórych z tych osób po raz pierwszy od wielu lat widziałem uśmiech, wcześniej nie potrafiliśmy się do siebie uśmiechać.

Modlitwa, która uwalnia mocą Jezusa

Niedługo potem wpadła mi w ręce książka Neala Lozano „Modlitwa uwolnienia”. Czytałem z zapartym tchem, przebaczałem – teraz już bardziej świadomie - „w imię Jezusa Chrystusa”, modliłem się tekstami modlitw kończących każdy rozdział. W książce znajdowałem przykłady dręczenia przez odrzucenie, chorobliwą kontrolę, poczucie winy itd., wyjęte jakby z mojego życia. To był skutek zranień lub moich grzechów. Przebaczałem więc komuś lub sobie, „w imię Jezusa Chrystusa” wyrzekałem się tej gadziny, która wykorzystała krzywdę, by znaleźć do mnie dostęp, nakazywałem jej odejść, a w to miejsce zapraszałem Ducha Świętego. Pan i Ożywiciel pokazywał mi też obrazy sprzed lat, historie które nie sposób pamiętać, a ja pokazywałem je Jezusowi, aby ich dotknął i uzdrowił. Działy się rzeczy niesamowite. W książce znalazłem także odpowiedź na pytanie, co powinienem przebaczyć ojcu, nieobecnemu w moim życiu od wczesnego dzieciństwa. Nie było go, więc złych wspomnień nie miałem zbyt wiele. A jednak czułem, że coś zostało i mnie trzyma. Odpowiedź okazała się banalnie prosta: nieobecność.

Zacząłem też podczas modlitwy wieczornej przyglądać się w Bożej Obecności kończącemu się dniu, przebaczałem tym, którzy zrobili mi coś złego, przebaczałem sobie i oddawałem te trudne sytuacje Panu. On najlepiej wie, co z nimi zrobić.

„Jeśli dwaj z was na ziemi...”

Ale modlitwa według Neala Lozano zwykle jest prowadzona przez zespoły wstawiennicze i w marcu tego roku okazało się, że będzie możliwość skorzystania z takiej posługi. Tylko czy ja jej jeszcze potrzebowałem? Czy dobrym pomysłem było rozbebeszanie przed kimś mojego nieciekawego dzieciństwa i popapranej młodości? Zwłaszcza, że musiały się tam pojawić bliskie mi osoby, którym tyle zawdzięczam, a które po prostu nie zawsze radziły sobie z tym, co spotkało je w życiu.

Jak ma się wydarzyć coś dobrego, to oczywiście od razu znajdzie się mnóstwo argumentów, aby to przełożyć, jeszcze raz przemyśleć, dobrze się zastanowić i nie podejmować pochopnej decyzji... Ale jesienią ubiegłego roku Ada, animatorka naszego kręgu z Domowego Kościoła (od niej i jej męża Grzegorza uczę się jak w każdym położeniu brać wiarę jako tarczę (Ef 6,16)) mówiąc nam o swojej chorobie przywołała słowa „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie.” (Mt 18,19). Kościół to nie grupa solistów, ale wspólnota ludzi, których Pan Bóg czyni sobie wzajemnie potrzebnymi. Dlatego, choć argumenty przeciw mnożyły się i rosły w siłę, widziałem, że jedyna dobra decyzja, to poprosić o modlitwę uwolnienia.

„abym uciśnionych odsyłał wolnymi”

Celina i Darek ze wspólnoty „W Drodze” okazali się bardzo doświadczonymi przewodnikami w modlitwie uwolnienia. Książę kłamstwa i pustych obietnic jest mistrzem kamuflażu, a ja czytając książkę Neala Lozano nie wiedziałem, że nie zawsze trzeba szukać przyczyny tam i w tym czasie, gdzie i gdy najbardziej bolało. Teraz Prawda mnie wyzwalała.

Najtrudniej było mi pogodzić się z myślą, że powinienem wybaczyć Panu Bogu. Jeżeli komuś wybaczasz, to znaczy, że go o coś obwiniasz. A ja jakoś podświadomie bałem się, że gdy powiem Najwyższemu, że uważam go winnym, to mnie odrzuci. A przecież gdy miałem 17 lat, to On się o mnie upomniał, a teraz moje życie bez Niego nie ma sensu. Ten sposób myślenia, powodujący lęk przed przebaczeniem Panu Bogu był kolejnym kłamstwem, które zostało zdemaskowane podczas tej modlitwy.

Przebaczyłem więc Wszechmogącemu, że nie pomógł temu małemu chłopcu, gdy jego młodzi rodzice tak nagle przestali się kochać, a zaczęli nienawidzić. A ten przerażony malec nie rozumiał jak ktoś, kogo kocha, może krzyczeć i mówić takie okropne rzeczy o drugiej kochanej przez niego osobie. A jak kochał kogoś o kim słyszał, że jest bardzo zły, to myślał, że sam wcale nie jest lepszy. I coraz bardziej bał się mówić, że kocha, czy że tylko lubi, albo chociaż, że mu dobrze, jak jest blisko kogoś. I do tego stopnia bał się swoich uczuć, że bał się przyznać, że się boi. A tu jeszcze kazali mu wybierać, z kim chce zostać... Przebaczyłem Panu Bogu.

Mimo że modlitwa wraz z przygotowaniem trwała 4 godziny, wracałem do domu lekki jak piórko. Obudziłem się w środku nocy i po raz pierwszy z dziękczynieniem w sercu modliłem się za mojego zmarłego ojca. Nie z obojętnością, w którą kiedyś się uzbroiłem. Nie z współczuciem dla zagubionego człowieka, który gdy już nie chciał żyć, nie potrafił umrzeć nim nie przyszli się z nim pożegnać jego synowie. Modliłem się z dziękczynieniem za mojego ojca.

Oaza i moja łąka

Po dwóch dniach byliśmy już na oazie modlitwy, której tematem było przebaczenie i uzdrowienie. Homilie x. Kazika, konferencje Ady, świadectwa i modlitwy wspólnotowe pomogły mi zrozumieć wiele z tego, co się wydarzyło przez kilka ostatnich miesięcy. Część z tego już napisałem. Dodam jeszcze trzy myśli.

Przebaczając ja niczego nie zapomniałem, ale w tej chwili mnie to nie obciąża. Ja głośno mówiłem komu i co przebaczam, a kiedy nawet na to nie było mnie stać, prosiłem Pana Boga, aby mi pomógł. On załatwił resztę: uzdrowił moje serce i uwolnił mnie.

Gdy na spotkaniu w małych grupach Janusz z Asią pytali jak pamiętamy bierzmowanie, przypomniałem sobie modlitwę o wylanie Ducha Świętego, o którą poprosiłem w 1991 r. Otrzymałem wtedy słowo poznania „chcę ci ukazać moc Mojego zmartwychwstania” oraz z Biblii „posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie, abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,18). Po 22 latach zrozumiałem wreszcie co dla mnie znaczą te słowa.

Na koniec modlitwy uwolnienia Darek miał taki obraz, że stoję w białej albie i mam obfitą brodę. Do Celiny Pan Bóg przemówił w ten sposób, że widziała mnie w tej albie i z brodą skaczącego na łące jak beztroskie dziecko. Widok był taki, że powstrzymywała się, aby się nie roześmiać.

Łąka, pastwisko w znaczeniu biblijnym jest symbolem różnorodności, obfitości, jaką daje życie z Bogiem. Ale dla mnie ma jeszcze inne znaczenie. Pamiętam jak jako 4-latek poszedłem w niedzielne słoneczne przedpołudnie na spacer z ojcem. Tata trzymał mnie za rękę i szliśmy przez kwitnącą łąkę. Chciałem żeby ta chwila trwała wiecznie, ale niestety trzeba było wracać na obiad. To moje pierwsze wspomnienie, chyba jedyne z dzieciństwa dotyczące ojca, gdzie w tle nie czaiła się jakaś awantura, nieszczęście czy zawiedzione nadzieje. Potem, kiedy było mi trudno, myślałem o tym miejscu, chciałem tam pójść, ale nie wiedziałem, gdzie go szukać.

Ostatniego dnia oazy, uświadomiłem sobie, że po 40 latach wróciłem na moją łąkę. Tak jak wtedy stoję tu spokojny, radosny, ufny, bez cienia strachu, goryczy i nienawiści w sercu. Jestem zapatrzony w Boga Ojca i przekonany, że dopóki jest blisko mnie, nic mi przecież grozić nie może.

„Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.

Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.

(…) Chociażbym chodził ciemną doliną,

zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.” Ps 23

Jarek

Ps. Podczas modlitwy uwolnienia otrzymałem słowo poznania: „Idź za Mną, a ja ci wskażę drogę doskonalszą. Zaufaj Mi. Dam ci się lepiej poznać”.  Panie! Z łąką w sercu jestem gotowy do drogi! Nie zamierzam czekać kolejnych 20 lat, żeby zrozumieć co znaczą te słowa.

Kontakt

tel. 530 109 851
email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 

Nr konta: 15175000120000000037744085

Szybki dostęp